Będziesz miłował kod swój

29 listopada 2005, 23:10:09

Przynoszę wam tedy jedno i najważniejsze przykazanie:

Patrys jako Mroczny Mojżesz

Dbaj o kod, nigdy nie wiesz, kiedy będziesz musiał do niego wrócić. Praca programisty polega na rozwijaniu oprogramowania, a nie na jego ciągłym przepisywaniu od zera.

Pisząc program, stosuję ścisłe zasady jego tworzenia. Są miejsca, gdzie czytelniej wyglądają instrukcje warunkowe, są miejsca, gdzie czytelniejsze są przełączniki wyboru. Niektóre zasady są niezmienne. Nie uznaję więcej niż jednego pustego wiersza z rzędu. Nie uznaję operatorów, które nie są poprzedzone spacją i po których spacja nie występuje. Po przecinku wymagam spacji. Klamra otwierająca blok zawsze jest wyrównana do lewej względem wyrażenia warunkowego, do którego jest przypisana. Klamra zamykająca znajduje się na tym samym poziomie wcięcia. Ściśle formatuję nawet zapytania SQL:

$query =
"
	SELECT foo.a, foo.b, baz.c
	FROM foobar AS foo
	INNER JOIN bazorg AS baz
	USING (d)
	WHERE foo.a > 3
	AND baz.c = 'a'
";

Nie twierdzę, że moje zasady są jedynie słuszne. Są spójne i gwarantują mi, że kod jest czytelny do tego stopnia, że mogę szukać interesujących mnie miejsc, przelatując wzrokiem po kodzie podczas ciągłego przewijania. Ma to kolosalne znaczenie przy systemie CMS, gdzie poszczególne moduły liczy się w tysiącach linii.

Niestety, mojego kolegi żadną siłą nie daje się zmusić do dbania o kod. Nie mówię o ścisłym przestrzeganiu moich reguł. Chodzi o utrzymanie jakiegokolwiek standardu. Nic nie szkodzi - jako, że regularnie robię przegląd kodu, każdą okazję wykorzystuję do jego czyszczenia. Łamię długie linie, dodaję spacje po przecinkach i dookoła operatorów, zamieniam indentację ze spacji na tabulatory i usuwam białe znaki z końców wierszy.

Przyświeca mi zasada wyznawana też przez jednostki S.W.A.T. - clean as you go.

Usuwam też brzydkie hacki, które dobrze działają. Wolę przepisać je w poprawny sposób i móc szybko dojść, co dany kawałek kodu robi. Próba zrozumienia czegoś, co przypomina relikty obcej cywilizacji - zwłaszcza, kiedy klient wisi na telefonie i dopytuje o termin zamknięcia poprawek - z pewnością nie należy do przyjemnych.

Ktoś pewnie nazwie to stratą czasu, ale dla mnie to jedyna metoda wspólnej pracy nad większą bazą kodu. Jeśli programista sam nie szanuje swojego kodu, to znaczy, że lekceważąco traktuje swoją pracę. Jeśli ktoś nie lubi swojej pracy, to po co ją wykonywać? Oczywiście, są projekty, które się dziedziczy po script kiddies i tam często zdarza się pisać kod wiele pozostawiający do życzenia, byle wpasował się w otoczenie i nie sugerował, że nad projektem pracował ktoś rozsądny, ale to historia na inną okazję.

Being geeky

29 listopada 2005, 21:13:51

W piątek świętowaliśmy przenosiny firmy do nowej lokacji. Kilka piw i drinków w Liverpoolu. W drodze powrotnej do domu skradziono mi portfel. O 6 nad ranem zablokowałem karty bankowe i zacząłem szacować straty. Pieniędzmi się nie przejąłem, gorzej z dokumentami. Załatwienie wszystkiego i wyrobienie nowych dokumentów wymaga czasu i ponad 200 złotych nakładów finansowych. Na szczęście, portfel odnalazł się w niedzielę. Przypadkowy przechodzień znalazł go przy śmietniku na tyłach kina Helios.

Szczęściu nie było końca. Ucieszyłem się z zaoszczędzenia czasu i kłopotów, pozostało wyrobić nowe karty w banku. Z koniecznością wydania pieniędzy już się pogodziłem, dlatego z łatwością przyszło mi podjęcie innej decyzji. Dziś zamówiłem sobie nową klawiaturę - SpeedLink SL-6466:

SL-6466

Powinna przyjechać do poniedziałku. Już nie mogę się doczekać.

Praca oferowana

26 listopada 2005, 18:30:51

Tym wpisem mam nadzieję rozpocząć większy cykl notek - związanych z zatrudnieniem.

Sławomir Jasiński z zaprzyjaźnionej firmy GEX IT poszukuje pracowników:

Aktualnie poszukujemy osoby na stanowisko programista PHP.

Wymagania:

  • znajomość programowania obiektowego w PHP4, PHP5;
  • umiejętność tworzenia zapytań SQL;
  • umiejętność pracy w grupie;
  • chęć do pracy i punktualność;
  • mile widziana znajomość Smarty i ADOdb;
  • wiek i wykształcenie nie są istotne

Oferujemy:

  • zdobycie doświadczenia;
  • liczne ciekawe projekty;
  • miłą atmosferę pracy;
  • praca na pół / cały etat

Kontakt: przez email na adres <info at gexit pl>.

Oszukać pomocnika

23 listopada 2005, 02:04:16

Do tematu jakiś czas temu nawiązał już Riddle. Nowomodni webmasterzy dostrzegli w logo Valid XHTML wartość samą w sobie. Coś, jak odznaka sprawności harcerskiej, kolejna pozbawiona sensu plakietka do zapchania stopki na stronie. Nikt nie rozumie, czym jest XHTML i czym różni się od swojego starszego kuzyna.

Najważniesze, żeby strona się walidowała, mniejsza o to, czy walidacja dla samej walidacji ma jakąkolwiek wartość. Niewygodną treść wystarczy zepchnąć do zewnętrznych plików, a te nie podlegają już władzy wszechmocnego narzędzia W3C. Można spać spokojnie.

Dziś, za pośrednictwem pytania Andreasa z Web Graphics, trafiłem na inny wynalazek - FlashObject. Jak łatwo się domyślić, jest to kolejna uświęcona metoda zagnieżdżania niepoprawnego kodu w poprawnym dokumencie. Jak czytamy na stronie projektu, ma on na celu umożliwienie zagnieżdżenia obiektów Flash widocznych w starych i zepsutych wersjach Safari i Internet Explorera dla MacOS.

Główny problem polega na tym, że przeglądarki te wymagają niepoprawnego kodu, więc całość została zamknięta w niewielki skrypt JS i efektywnie ukryta przed walidatorem. Zgodzę się, że często wsparcie dla takich przeglądarek jest wskazane, ba, czasem wręcz nieodzowne. Jednak mówimy o starych przeglądarkach, które nie potrafią wykorzystać najmniejszego nawet kawałka nowych technologii. Nie wspierają też XHTML serwowanego jako application/xhtml+xml, jaki jest więc sens upierania się przy stosowaniu XHTML? Dużo prościej byłoby użyć typu dokumentu, który jest zaprojektowany dla wsparcia przestarzałych elementów i atrybutów. Używanie XHTML 1.0 Strict nie niesie ze sobą żadnych korzyści poza wymuszaniem stosowania brzydkich hacków, które mają naprawiać to, co zepsute jest gdzie indziej - w przeglądarce.

Na koniec podkreślę jeszcze raz, że walidator jest narzędziem dla osoby budującej witrynę, a nie dla odwiedzających. Oszukiwanie go to jak okłamywanie własnego doradcy i pomocnika, a wklejenie żółtego guziczka za wszelką cenę nie ma najmniejszego sensu, ale o tym szerzej w następnym numerze webesteem art & design magazine.

Strip #023: Alkohol szkodzi zdrowiu na terenie sklepu

20 listopada 2005, 19:44:18

Zainspirowany wczorajszą wizytą u kolegi, Shoo.

Tutaj w graficznych przeglądarkach wyświetla się komiks

« poprzedni strip

Opera i popularność

19 listopada 2005, 14:24:12

Idąc śladem Riddle'a, który słusznie zauważył, że Operze daleko do popularności Firefoksa, postanowiłem na przekór wszystkim (jestem wszak użytkownikiem Firefoksa) popromować Operę. Dlaczego by nie? Wszak przeglądarka jest solidnie zbudowana i rozwija się bardzo dynamicznie. Jest tylko jeden problem, przystosowanie użytkowników do jej używania.

Opera jest jak limuzyna, oprócz siedzenia i pasów ma też barek, elektryczne szyby i odtwarzacz ze zmieniaczem na 60 kompaktów. Podobnie jak, zmarły już, Mozilla Suite, brakuje jej jedynie zlewu kuchennego (choć Mozilla się takowego dorobiła dwa lata temu). Nie jestem fanem kombajnów do wszystkiego, ale jeśli zignorować nieużywane komponenty, to pozostaje nadal lekką przeglądarką.

Główny problem z nią polega na tym, że domyślnie, zaraz po instalacji, jest paskudna. Od razu rzucają się w oczy wzięte żywcem z Windows XP niebieskie nagłówki zakładek. Dodatkowo, po kliknięciu w pasek adresu wyskakuje bez uprzedzenia dodatkowy zasobnik z narzędziami. Dziwi również kolejność pasków i umieszczenie zakładek pod samym paskiem menu. Jest to oczywiście poprawne z logicznego punktu widzenia, bo wszystkie przyciski poniżej odnoszą się do aktualnej zakładki, ale zupełnie sprzeczne z przyjętymi w programach komputerowych konwencjami.

Dlatego też uważam, że jedyne, co trzeba zrobić do szerszego rozpromowania Opery, to przejście z:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Na układ nieco bardziej przyjazny dla użytkowników:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Strip #022: Standardy i outsourcing

18 listopada 2005, 22:49:45

Strip kolejny, tym razem hostowany u pracodawcy, reszta powróci razem z domeną, o której pisałem przed chwilą.

Tutaj w graficznych przeglądarkach wyświetla się komiks

« poprzedni strip | następny strip »

Historia pewnego pokoju

18 listopada 2005, 20:17:50

Jak zapewne większość z was zauważyła, domena room-303.com nie działa od ponad tygodnia. Zaczęło się niewinnie, chciałem przenieść dane na komercyjnego hosta, opłaconego w DreamHost (jeśli zamierzasz tam coś kupić, to wspomóż kolegów i podaj patrys jako WebID referującego). Problem w tym, że domena została zarejestrowana we wrocławskim Alfanecie. W czwartek zaczęły się problemy ze strefami DNS, tego samego dnia wysłałem zlecenie zmiany serwerów nazw na oferowane przez DreamHost.

Na odpowiedź czekałem i czekałem, w końcu we wtorek wysłałem ponaglenie z delikatną sugestią, że chyba już czas zmienić registrara na takiego, który pozwala mi zmieniać rekord mojej własnej domeny. Odpowiedź pojawiła się błyskawicznie, bo następnego dnia o czwartej nad ranem. Wszelkie modyfikacje zostały wprowadzone, mogłem przeczytać w otrzymanym od pracownika Alfanetu mailu. Po ośmiu godzinach jedyną widoczną zmianą była zmiana mojego adresu email w danych kontaktowych domeny na adres służbowy, o co wcale nie prosiłem.

Wczoraj zadzwoniłem z pytaniem o powód takiego stanu rzeczy. Dowiedziałem się, że Pan, który realizował zlecenie nie jest obecny i odezwie się do mnie, jak tylko pojawi się w biurze. Rozmówca zasugerował mi też, żebym się nie denerwował, bo zmiany w rekordach domen zabierają chwilę żeby się odświeżyć. Kiedy powiedziałem, że pracuję w tej samej branży, co oni i że nigdy nie czekałem na zmiany ponad dwie doby, Pan z drugiej strony słuchawki niemal krzyknął mi do ucha: dlaczego Pan chce na mnie wymusić przyznanie się do winy?!

Nie mam już siły, firma nie dość, że nie jest w stanie powiedzieć mi, co dzieje się z moją domeną (powinno działać), to nie odpisuje na maile i nie jest w stanie udzielić wyjaśnień przez telefon (ja widzę w systemie Pana ponaglenie, ale oryginalne zgłoszenie gdzieś się zapodziało). Serdecznie odradzam.

Frankenstein polskiego Internetu

15 listopada 2005, 20:33:18

Znany wszem i wobec, jedyny w swoim rodzaju serwis typu six degrees doczekał się kolejnych rewolucyjnych zmian.

O Grono.net, bo o nim mowa, krążą już dowcipy, że jest jedynym miejscem, gdzie trzeba się zalogować, żeby obejrzeć stronę z wewnętrznym błędem serwera. Dziś, przy kolejnej próbie logowania (serwis z nieznanych mi przyczyn nie umie wysłać treści otrzymanej wiadomości i podrzuca tylko link do skrzynki odbiorczej, co jest ogólnie świetnym pomysłem, kiedy sama strona działa lub nie - w zależności od okresu pylenia motyli w Australii) doznałem szoku.

Co prawda, właściciel Grona (jednodwuosobowa firma Brandlay, która przypadkiem mieści się w tym samym mieszkaniu, co inny znamienity koncern mediów elektronicznych - NEMO Labs) już dawno szukał pracowników do przygotowania redesignu (i negocjował nawet ze mną, z nbw i z Riddlem - co ciekawe, negocjował jednocześnie i za pomocą komunikatora, nie wpadł na to, że się znamy), jednak to, co zobaczyłem przeszło moje najśmnielsze oczekiwania. Komercjalizacja osiągnęła punkt kulminacyjny.

Skoro serwer i tak nie działa, a Grono służy mi głównie do otrzymywania powiadomień o urodzinach, to może wprowadzą jeszcze opłaty za oglądanie reklam? Wszystkie inne usługi można już tam znaleźć.

Siedemnastka!

13 listopada 2005, 23:59:40

Dziś od północy świętowaliśmy z ekipą moje urodziny. Jako, że zostało ich tylko kilka zaledwie minut, wypada się pochwalić, że właśnie stuknęło mi 17 lat. Z tej okazji zebrałem masę życzeń i upodliliśmy się z kolegami też nieco. Cóż, pozostaje liczyć, że piwo nadal będzie smakowało tak samo dobrze, rak płuc pozostanie w zdrowiu, a i niewiasty nie będą mniej skore do zabawy. Za rok huczna zabawa - wszak skończę 18 lat i okazja do imprezy zacna. Teraz trzeba jeszcze kupić jakąś flaszkę i pepsi na jutro do pracy, bo i kolegom z biura nie można pozostać dłużnym - swoich okazji pilnują dzielnie, a wino leje się niemal litrami.

Update: z okazji urodzin, żeby cofnąć nieco czas, dostało się mojej koziej brodzie, która zredukowała się niemal do zera. Trzeba sobie jakoś radzić z latami na karku. ;)

Jedna miłość

12 listopada 2005, 18:16:37

Jeszcze dziś nad ranem miałem okazję uczestniczyć w największym festiwalu muzyki reggae i pochodnych - One Love Sound Fest. Wrażenia bardzo mieszane.

Część artystyczna bez zarzutów (wręcz genialnie!). Stage of Unity, jako gospodarze, porządnie rozruszali widownię, tym samym otwierając muzyczną część One Love. Z niecierpliwością czekałem na wejście swojego faworyta - Irie Mafia. Panowie z Węgier bez trudu sprawili, że ludzie zaczęli skakać - zdecydowanie polecam. Potem wystąpiła jedyna tego wieczoru kapela dubowa - Wszystkie Wschody Słońca. Muzyka nieco monotonna, ale pełna energii. Oczywiście, z Irie Mafią nie mieli się co mierzyć ;). Zaraz po nich scenę przejęli trzej rasta z Natural Dread Killaz - zespołu bardzo młodego nawet jak na polskie realia, ale bez problemu rozpoznawanego także poza granicami Wrocławia. Zaserwowali nam potężną dawkę pozytywnych emocji, bujali tłumem, a jako zespół o korzeniach hiphopowych, nie mogli obyć się bez ponarzekania na policję ;). Koncert Indios Bravos odpuściłem sobie planowo i z wolałem czas ten spędzić na świeżym powietrzu - nie mam nic do zarzucenia Gutkowi i jego kolegom, ale z powodu swojej popularności zwyczajnie spowszednieli. Po zakończeniu ich występu, nie trzeba było nam dwa razy powtarzać, żeby wracać pod scenę - oto na scenę weszła gwiazda wieczoru - Abassi All Stars. Wystarczyło pierwszych kilka taktów muzyki, żeby pierwsze rzędy ludzi zamieniły się w młyn znany z najmroczniejszych koncertów bogów metalu. Zdecydowanie warto było czekać do wczesnych godzin rannych, by zobaczyć choćby tylko ten występ. Ból w nogach i brak tlenu nie były żadnym usprawiedliwieniem - bawili się wszyscy. Zmęczenie dało się za to zauważyć po zakończeniu występu - sala szybko opustoszała i na ostatni koncert - czeskiego Hypnotix - czekały już tylko nieliczne grupki niedobitków. Ze względu na problemy transportowe, sami opuściliśmy budynek i udaliśmy się w poszukiwaniu środków komunikacji miejskiej.

Od strony organizacyjnej było tragicznie. Toalety umieszczono przy samych szatniach, na końcu korytarza o szerokości dwóch metrów. Proponuję wyobrazić sobie dwa tysiące osób, tłoczące się w kilkudziesięciometrowym korytarzu. Wycieczka do toalety zabierała jakieś 40 minut. Do szatni dłużej, gdyż trzeba było dopchać się najpierw do toalet na końcu korytarza, a następnie tam zawrócić i ustawić się w powrotnej kolejce do szatni - zawrócić w tłumie nie było szans.

Mimo wszystko, kto nie był, niech żałuje.

Frappr!

11 listopada 2005, 02:16:02

Jako, że Frappr! robi się coraz bardziej popularny, dzisiaj zbudowałem w wolnej chwili mapę osób związanych z PLD. Wszystkich chętnych zapraszam do rejestracji.

Strip #021: O jabłuszkach

09 listopada 2005, 02:30:02

Tym razem na zamówienie Majqi.

Tutaj w graficznych przeglądarkach wyświetla się komiks

« poprzedni strip | następny strip »

Strip #020: Prawdziwy cyber seks

09 listopada 2005, 01:31:01

Dzisiejszy komiks jest sponsorowany przez wpół do drugiej w nocy i brak kawy.

Tutaj w graficznych przeglądarkach wyświetla się komiks

« poprzedni strip | następny strip »

Planet PLD i FTP Traffic

08 listopada 2005, 19:44:22

Wszystkich czytelników Planety PLD przepraszam za chwilowy burdel, jaki powstał dziś na planecie - poprawiłem wszystkie błędy w składni generowanego RSS i Planeta wciągnęła wpisy jako zmienione (zmieniły się GUID). Nie powinno się powtórzyć w przyszłości.

Strip #019: Życie informatyka jest smutne

06 listopada 2005, 21:50:45

Z góry przepraszam wszystkich, którzy nie zrozumnieją dzisiejszego odcinka, ale jest chyba najbardziej hermetycznym ze wszystkich dotychczasowych. Co smutniejsze, poniższa rozmowa miała miejsce w rzeczywistości.

Tutaj w graficznych przeglądarkach wyświetla się komiks

« poprzedni strip | następny strip »

Nie każcie mi czytać bzdur

05 listopada 2005, 19:40:36

Różne programy mają masę problemów z interfejsem, ale te bolesne i podstawowe powtarzają się nader często. To samo tyczy się też po części serwisów WWW i aplikacji internetowych.

Przede wszystkim, nikt nie chce być informowany o wszystkim. Jasne, nie mam nic przeciwko komunikatom lecącym na konsolę - są bardzo pomocne, kiedy coś przestaje działać, ale - do jasnej cholery - nie chcę widzieć okna dialogowego z informacją, że program chce pisać pod adresem 0xDEADBEEF i przyciskiem Ok, mam to gdzieś. Jest tylko jedna rzecz, która mogłaby mi bardziej zepsuć przyjemność z używania aplikacji - pytanie mnie o zgodę przy każdej takiej czynności. Jeśli programu mają używać ludzie, to niech autor przyjmie sensowne wartości domyślne. Zwykłego użytkownika nie obchodzi, jak program działa i do czego próbuje uzyskać dostęp, nie bawi go zabawa z certyfikatami SSL i ma generalnie w dużym poważaniu wszystko, co nie jest oczekiwanym efektem końcowym.

Jeśli nagrywam płytę, to nie chcę wiedzieć, że jakiś bufor się napełnił. Jeśli słucham muzyki, to nie interesuje mnie pomyślne odnalezienie tagów z danymi autora i tytułem piosenki. Podobnie, jak jadąc samochodem nie chcę być informowany o pomyślnej zmianie biegów. Jasne, powiadom mnie o czymś, co trwa niesamowicie długo (dla typowego użytkownika niesamowicie oznacza wszystko powyżej kilku sekund), ale zrób to w tym samym oknie, które pokazuje pasek postępu operacji (albo throbber, ale o tym napiszę kiedy indziej).

Jeżeli masz jednak bardzo dobry powód, by pokazać mi wyskakujące okienko, to - u licha - nie czyń go modalnym. Wyobraź sobie, że jedziesz sobie właśnie rowerem, kiedy to na środku ulicy wyskakuje ci okienko z informacją o tym, że przejechany dystans sugeruje wizytę w przeglądzie. Zasłania kierownicę i blokuje hamulce. Nadjeżdżająca z naprzeciwka ciężarówka z pewnością mobilizuje cię do dokładnego zapoznania się z komunikatem przed jego zamknięciem.

Tu pojawia się inna kwestia - skoro pokazujesz mi tyle wyskakujących komunikatów, że na ich zamykaniu spędzam niemal tyle czasu, co na właściwej pracy, to jak u licha wyłowię spośród nich te ważne? Czytanie wszystkich nie wchodzi w grę, a autorzy uwielbiają wręcz nadawać przyciskom wiele mówiące etykiety: OK i Anuluj. Widać umieszczenie tam napisów Zapisz i Porzuć zmiany wymaga nieprzebranych lat studiów w dziedzinie HCI.

Update: zapomniałbym o moim ulubieńcu. Pochodzenia już sobie nie przypomnę, ale któryś program obdarzył mnie takim oto komunikatem: Czy jesteś pewien, że nie chcesz zapisać zmian? Ok; Anuluj.

Trzy kroki do szybszego bootowania PLD

04 listopada 2005, 20:29:42

Przyglądałem się ostatnio projektom implementującym alternatywy dla naszych rc-scripts i nasunęło mi się kilka pomysłów, które można ułożyć w logiczne etapy. Szczegóły poniżej.

Równoległe uruchamianie procesów

Pierwszym krokiem powinno być nauczenie naszych skryptów startowych bootowania równocześnie wszystkich procesów o równym priorytecie. Przez priorytet rozumiem kolejność bootowania, którą obsługuje chkconfig (na tej podstawie nazywa symlinki w odpowiednich poziomach init).

Najprościej rzecz ujmując, powinien uruchomić dla każdego z nich proces w tle i przed przejściem do procesów z wyższymi priorytetami poczekać, aż każdy z procesów potomnych się zakończy.

Do wyświetlania efektów działania procesów potomnych potrzebny byłby jakiś wrapper, który buforowałby wyjście z procesu tak długo, aż ten się zakończy bądź sforkuje w tło, a następnie wyświetlał całość (w przeciwnym wypadku wyniki działania poszczególnych initskryptów mieszałyby się między sobą).

Oznaczenie zależności pomiędzy procesami

Następnie konieczne byłoby wprowadzenie wzajemnych zależności pomiędzy initskryptami. Wystarczyłoby wprowadzić dwa dodatkowe słowa kluczowe do komentarzy w nagłówku plików: before: i after:, które oznaczałyby, że dany skrypt powinien zostać wykonany odpowiednio przed lub po innym skrypcie. W ten sposób na przykład dostarczany przez pakiet apache skrypt httpd mógłby otrzymać:

# after: mysql network pgsql

Oznaczałoby to, że powinien zostać wykonany dopiero po każdym z wymienionych tam skryptów (jeśli dany skrypt w ogóle istnieje i jest przypisany do aktualnego poziomu init - w przeciwnym wypadku powinien zostać zignorowany).

Nowy chkconfig

Ostatnim etapem byłoby napisanie nowego programu chkconfig, który zamiast wpisanych na sztywno w skrypty priorytetów, uwzględniałby wprowadzone w poprzednim kroku zależności. Na tej podstawie procesy byłyby sortowane i przyznawane byłyby im priorytety i stosowne linki dla poziomów uruchomienia.

Opcjonalnie, można napisać zupełnie niezależny od chkconfig program, który będzie tylko aktualizował priorytety w nagłówkach plików startowych usług. Efekt końcowy będzie ten sam (choć kontrowersyjna może być modyfikacja samych skryptów - rpm będzie je traktował tak, jakby zostały zmienione przez użytkownika).

Procesy wzajemnie niezależne otrzymywałyby ten sam priorytet, przez co uruchamiane byłyby jednocześnie. Zniknęłyby sytuacje, gdzie jeden skrypt czeka na zakończenie innego, zupełnie z nim nie powiązanego. Powinno to zaowocować sporym przyspieszeniem całości procesu podnoszenia systemu.

Think future, think AJAX

04 listopada 2005, 09:39:46

Masa ludzi odkrywa ostatnimi czasy nowe możliwości współczesnych przeglądarek, największą popularnością wśród technologii opartych o JavaScript cieszy się zaś AJAX. Wynalazek potężny, a im potężniejszy, tym bardziej podatny na nadużycia. O ile pierwsze masowo wykorzystujące AJAX serwisy robiły to z całkiem uzasadnionych powodów (Google Maps i GMail są wszak aplikacjami, a nie serwisami informacyjnymi), o tyle coraz częściej widzę strony, gdzie AJAX został użyty, bo to AJAX. Jest fajny, jest modny, wszędzie da się wcisnąć. Żeby pokazać, jak absurdalne są niektóre pomysły, przygotowałem własne, najgłupsze na świecie zastosowanie technologii AJAX. Na szczęście na taki pomysł nikt jeszcze nie wpadł (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo).

PLD FTP Traffic

03 listopada 2005, 01:48:53

Dzięki uprzejmej zgodzie Łukasza Jernasia, do którego należy maszyna zasilająca Planetę PLD, od dzisiaj dostępna jest nowa usługa - kanał RSS dla ruchu FTP.

Feed jest uaktualniany dwa razy dziennie i podłączyłem go na dobry początek do Planety. Skrypt obsługujący generowanie feedu napisałem przez 10 minut w bashu, więc zobaczymy, jak dobrze będzie się spisywał. Czekam na uwagi i zapraszam do subskrypcji. Przypominam, że kanał jest aktualizowany co 12 godzin, więc odświeżanie go co 2 minuty mija się z celem - szanujcie łącze Łukasza.

Przy okazji Planety - jeśli ktoś z deweloperów PLD prowadzi bloga, a nie jest tam syndykowany, to proszę się zgłaszać do mnie. Jestem opiekunem serwisu i chętnie podłączę.

Jeden z nas jest teraz w wyjątkowo trudnej sytuacji życiowej, Mariusz, jesteśmy z tobą.

Strip #018: Sekrety alkowy Stallmana

02 listopada 2005, 00:09:32

Notka na zamówienie mrmana, który ciągle narzeka.

Tutaj w graficznych przeglądarkach wyświetla się komiks

« poprzedni strip | następny strip »

SynPrezesa™ kontratakuje

01 listopada 2005, 12:07:31

Jako, że od ponad roku nie mam przyjemności współpracować z SynemPrezesa™ (a to za sprawą zakończenia współpracy z SamymPrezesem™ z końcem wakacji ubiegłego roku), nowe notki pojawiają się raczej sporadycznie. Nie lękajcie się jednak, albowiem nie dość, że z bohaterem wszech czasów znajdujemy się na jednej uczelni, to jest także starostą mojej grupy (zwanym popularnie sołtysem).

Kiedy myśleliśmy już, że frekwencja na poziomie 40% jest dostatecznym osiągnięciem dla człowieka, który wszak jest SynemPrezesa™, z początkiem tego semestru udało mu się zadziwić nas ponownie.

Podczas, gdy gro studentów zwykło w dziekanacie składać wszelakie prośby i wnioski niemalże błagalne, nasz nieustraszony Tytan nauki posłużył się elementem zaskoczenia. Złożył tedy - miast prośby - oświadczenie. Oświadczenie w charakterze zawiadomienia, że w związku z poszerzeniem swej rodziny (a chodzi mi o przyjęcie ślubu, a nie wchłonięcie wiadra pączków), zmienił on wiarę. Zdaje się, że na Adwentystów nawet. Wyznanie nie jest tu rzeczą najważniejszą, grunt, że odnalazł kruczek jakiś, który ma stanowić o niemożności nauki w soboty z przyczyn religijnych. Oświadczenie jego tymi właśnie słowy się kończyło.

I nie byłoby w tym nic dziwnego i sprawa nadzwyczajną by się nie wydała, gdyby tylko zapomnieć, że obaj jesteśmy na studiach zaocznych.

Morał: I powiedział Patrys - a szkołę sobie na weekend znajdziecie. I będziecie dumni z uczelni, jako że w perspektywie dyplom inżyniera ona wam po siedmiu semestrach oferuje. A po siedmiu dobrych tygodniach nastąpi siedem tygodni zwiątpienia i odnajdziecie tedy metody, by na zajęcia nie uczęszczać. A najgorliwsi pośród was będą zaciekli w sposobów owych odnajdywaniu i będzie wśród nich jeden przodownik, a sołtysem obrany zostanie, co to nigdy na zajęciach się nie pojawi. I zapłacze on po latach, gdy okaże się, że za cenę siedmiu semestrów bez nauki, mógł on dyplom w tydzień jeden kupić. A zapłaczą również i imigranci zza wschodniej granicy, jako że czternaście tysięcy przejdzie im koło nosa.